Aktualności

Przeżyli lot nad Himalajami i rafting, wrócili z Nepalu cali!

Przypomnijmy. Konkurs „Rafting w Nepalu" został rozstrzygnięty w październiku 2008, a już w listopadzie zwycięzcy mogli cieszyć się swoją wygraną.

Program wyjazdu zaparł dech w piersi każdego z uczestników wyjazdu, a byli nimi: zwycięzcy konkursu - Joanna Rawska, Ewa Loch, Ireneusz Blicharski, Piotr Jurkiewicz, Jarosław Gąsior, z ramienia Yetico: Wojciech Buło, Grzegorz Bargański oraz Urszula Wilk - „Marquard Media" , Mikołaj Kirschke - miesięcznik „Logo" i nasz przewodnik - Krzysztof Tarasewicz. 

Pobyt w Nepalu rozpoczęli obiadem w najstarszej tybetańskiej restauracji w Kathmandu - Utse. Drugiego i trzeciego dnia nadal przyjemnie i spokojnie - medytacyjny marsz szlakiem najpiękniejszych świątyni Kathmandu oraz godzinny lot nad Himalajmi.
No i odtąd przestało być cudownie lekko, a zaczęło się to, na co chyba wszyscy czekali - ADRENALINA I WYSIŁEK.

Trzydniowy trekking pięknymi górskim trasami okazał się morderczą próbą kondycji. Wiem, że niektórych nawet Himalajski wschód słońća nie było w stanie zmusić do entuzjazmu:) Mieli dość, chcieli wracać i zapomnieć o Nepalu raz na zawsze:) ALE DALI RADĘ WSZYSCY! Gratuluję, bo jest czego.

Konkursowy RAFTING trwał 4 dni. Wszyscy byli zachwyceni, zwłaszcza Ci, którzy niekoniecznie wiosłowali:) Cudowne krajobrazy i przesympatyczne towarzystwo przewodników.

ALE, zdziwicie się, co uczestnikom utkwiło w pamięci szczególnie mocno. Ireneusz Blicharski chętnie podzielił się ze mną małą refleksją na ten temat: „Nigdy nie zapomnę Kathmandu i jego wąskich uliczek. To co tu zobaczyłem jest niewyobrażalne w naszych realiach. Sposób w jaki odbywa się ruch uliczny to oszołomienie i szaleństwo. Jedyną zasadą, która obowiązuje to brak jakichkolwiek zasad. Najważniejszym atrybutem każdego kierowcy, od rowerzysty po kierowcę ciężarówki jest klakson. Podejrzewam, że bez niego nie ma mowy o jakiejkolwiek jeździe. Uliczki są tu wąskie i wyboiste, czasami przypominają tor motokrosowy. Tam gdzie teoretycznie powinien zmieścić się jeden samochód wjeżdżają naraz dwa lub trzy. Słyszałem opinie innych uczestników wyprawy, że rafting to "mały pikuś" w porównaniu z przejażdżką autobusem do Pokhary. Dopiero tutaj wszyscy poczuli, co znaczy smak prawdziwego ryzyka wyprawy" 

BEZCENNE:)